Newsletter

Zapisz się i odbierz rabat 5%

Email:

Brak produktów

150,00 zł Do darmowej dostawy brakuje:
Wartość produktów: 0,00 zł
Realizuj zamówienie

Produkt dodany do koszyka!

Ilość:
Razem:

Produktów w koszyku: 0. Jest 1 produkt w Twoim koszyku.

Wartość koszyka:
Do darmowej dostawy brakuje: 150,00 zł
Twój sport
Twoja pasja

Złóż zamówienie w ciągu

00

dni

00

godz.

00

min.

00

sek.

a Twoja paczka zostanie wysłana

13.07.2020

Okrągłe urodziny Gerrarda - legendy Liverpoolu i trenera Glasgow Rangers

Okrągłe urodziny Gerrarda - legendy Liverpoolu i trenera Glasgow Rangers

Niektórzy ludzie zwyczajnie rodzą się pechowcami. Wiecie, cegła w drewnianym kościele, kwestie tego typu. Choć dają z siebie wszystko, to po prostu znaleźli się w złym miejscu o niewłaściwym czasie i niewiele mogą na to poradzić. Pomimo wszystkich wielkich sukcesów Stevena Gerrarda w barwach Liverpoolu, możemy mu z pewnością doczepić łatkę pechowca.

 

W swojej autobiografii Anglik daje się pokazać jako osoba, w której dwie cechy charakteru nadają ton działaniu całego ciała. Pierwszym jest niemal niezachwiana pewność siebie i wiara w swoje umiejętności, a drugim ogromna miłość do klubu z Liverpoolu.

 

Gerrard był świadomy swoich nieprzeciętnych zdolności, a także znaczenia dla klubu znad Mersey. Dlatego też z nieskrywaną dumą opowiada na łamach swej książki o lojalnym odrzucaniu kolejnych ofert największych europejskich gigantów. Robił to z prozaicznego powodu – wierzył, że on, lokalny bohater, pociągnie ukochany klub do triumfu w Premier League. Kilkukrotnie był blisko, a najbliżej pod koniec swojej kariery, kiedy jednak fenomenalna postawa zarówno jego, jak i Suareza i Sturridge’a, nie wystarczyła do ostatecznego triumfu. Zespół grał efektownie, ale był niepoukładany w defensywie, a przy tym jego nieregularność nieraz przykrywały strzeleckie popisy urugwajskiego snajpera. Do dziś ludzie wyśmiewają się ze słynnego poślizgnięcia się Gerrarda w meczu z Chelsea, ale trudno nie oprzeć się wrażeniu, że Liverpool przegrał mistrzostwo dużo wcześniej, remisując lub przegrywając „wygrane” mecze.

 

Dla angielskiej drużyny rozegrał 710 spotkań. Na boisku harował za dwóch, dokładając do tego fenomenalne asysty i gole. Myślę, że Gerrard czasem żałuje, że nie urodził się kilka lat później, by w najwyższej formie fizycznej być częścią niesamowitego projektu Fenway Sports Group i Juergena Kloppa.

 

Oczywiście, po pięciu latach od ogłoszenia Niemca nowym trenerem druga linia Liverpoolu funkcjonuje jak marzenie, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że Steven Gerrard w najwyższej formie byłby jednym z zawodników, od których Klopp zaczynałby dobór wyjściowej jedenastki. Pozostając w tej sferze fantazji, dziś Anglik miałby na koncie jeszcze jedną Ligę Mistrzów, a teraz czekałby skupiony na decyzję krajowego rządu dotyczącą powrotu Premier League. Wymarzonej Premier League, na którą w tym sezonie Liverpool w pełni zasłużył, deklasując swoich rywali.

 

Choć ta myśl z pewnością jest dla Gerrarda uciążliwa, to wciąż pozostaje wielkim kibicem The Reds. I chyba, poza kolejnymi sukcesami w roli szkoleniowca, tego pozostaje mu życzyć na dzień dzisiejszy – zobaczenia z bliska, jak jego następca, Jordan Henderson, podnosi wyczekiwany przez trzy dekady puchar.

 

Wpis przygotował: Paweł Paczocha

Więcej o Stevenie Gerrardzie przeczytasz w książce sportowej "Steven Gerrard. Autobiografia legendy Liverpoolu".

 

Zdjęcie: Ruaraidh Gillies

Licencja: CC BY-SA 2.0

Skomentuj ten wpis

* Imię
* Email (nie publikowany)
* Komentarz
Przepisz kod

Proszę czekać...