5%

Newsletter

Zapisz się i odbierz rabat 5%

Email:

Brak produktów

150,00 zł Do darmowej dostawy brakuje:
Wartość produktów: 0,00 zł
Realizuj zamówienie

Produkt dodany do koszyka!

Ilość:
Razem:

Produktów w koszyku: 0. Jest 1 produkt w Twoim koszyku.

Wartość koszyka:
Do darmowej dostawy brakuje: 150,00 zł
Twój sport

'Mecze mojego życia' i 'Zibi, czyli Boniek''. Czym różnią się książki? Czy warto je przeczytać?

'Mecze mojego życia' i 'Zibi, czyli Boniek''. Czym różnią się książki? Czy warto je przeczytać?

Polska literatura piłkarska bogaci się o dwie pozycje poświęcone Zbigniewowi Bońkowi. Pierwszą z nich, już obecną na rynku, jest „Zibi, czyli Boniek” – biografia obecnego prezesa PZPN. Drugą, oficjalną – „Mecze mojego życia”, która oficjalną premierę będzie miała 28 października. Co różni obie pozycje, którą z nich warto kupić w pierwszej kolejności i dlaczego najlepiej… nabyć obie? Odpowiadamy!

 

Zacznijmy od książki, która ukaże się nakładem Wydawnictwa SQN. Nie jest ona typową biografią, więc w żaden sposób nie dubluje się z pozycją „Zibi, czyli Boniek”.

 

W „Meczach mojego życia” prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej ukazuje spotkania, które odcisnęły szczególne piętno na jego karierze – zarówno tej zawodniczej, jak i późniejszej – trenera oraz szefa polskiej piłki.

 

Książka pokazuje, jak wyglądały początki Bońka w Bydgoszczy, najsłynniejsze starcia w Italii czy kulisy pojedynku Widzewa Łódź z wielkim Juventusem w 1980 roku, kiedy to polska ekipa wyeliminowała krezusów z Włoch. Nie brakuje smaczków i anegdot, jak na przykład ta, ukazująca kulisy wyjazdu „Zibiego” na mecz drużyny „reszty świata” z Argentyną. Ponieważ PZPN nie chciał w tej sprawie pomóc i nakazał pomocnikowi samodzielnie „załatwić” kwestię wyjazdu, postanowił on działać.

 

***

Po przyjeździe do stolicy wcale nie zatrzymałem się przed siedzibą PZPN. Wybrałem parking przed hotelem Victoria, wtedy chyba najelegantszym w Warszawie. Człowiek, który mógł mi pomóc w organizacji tej eskapady do Argentyny, przesiadywał w tzw. Zielonym Barku, knajpie, gdzie balowała warszawska bohema, ale i półświatek: artyści, playboye, cinkciarze, socjalistyczni „biznesmeni”, eleganckie panie i panienki szukające przygód oraz pieniędzy w ramionach cudzoziemców.

 

Czasami spotykało się tam piłkarzy – czy to Legii, czy reprezentantów Polski, na przykład po udanym meczu kadry. Właśnie tam miał swój stolik pan Gucio, czyli Gustaw Górecki, nieco tajemniczy urzędnik LOT-u. Pan Gucio nie wyglądał, broń Boże, na Jamesa Bonda. Starszy, siwy, dobrotliwy pan w okularach. Przez lata urzędował w Zielonym Barku w towarzystwie Kazimierza Górskiego. A że Gucio kochał piłkę i uwielbiał reprezentację narodową, to starał się być przyjazny wobec piłkarzy i im pomagać.

 

Paszport, wizy, bilet lotniczy – w czasach PRL to były bardzo deficytowe towary i tylko bywalec Zielonego Barku mógł mi pomóc. Pan Górecki wysłuchał mojej prośby i kazał spokojnie czekać. Po kilku dniach zadzwonił z krótkim meldunkiem: „Zbyszek, załatwione”. Każdy obywatel trzymał paszport… na milicji, chyba że się było sportowcem, wtedy służbowym paszportem zawodnika zarządzał Centralny Ośrodek Sportu. Za każdym razem, kiedy ktoś chciał wyjechać za granicę, musiał przejść straszną procedurę biurokratyczną, w trakcie której trzeba było wypełnić mnóstwo skomplikowanych kwestionariuszy.

 

Do dziś nie wiem, jak to pan Gucio załatwił. Grunt, że mi pomógł, i to bardzo. Wkrótce trzymałem w dłoniach paszport z wbitą wizą Królestwa Hiszpanii (do Argentyny nie potrzebowałem wizy, nasza ekipa leciała tam z Madrytu na tak zwaną listę) i bilet lotniczy, który – jak się później okazało – dostarczyli do Warszawy organizatorzy meczu.

***

 

W przypadku książki „Mecze mojego życia” Boniek sporo uwagi poświęca epizodowi w roli selekcjonera kadry, a przede wszystkim – pamiętnemu, nieudanemu starciu z Łotwą, przegranemu przed własną publicznością 0:1. Wyjaśnia, dlaczego zdecydował się na przejęcie sterów kadry, jakie były jego motywacje oraz dlaczego zadanie, którego się podjął było zdecydowanie trudniejsze, niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Jak opisuje, „marazm był powszechny”, a kadra potrzebowała silnej ręki i gruntownej przebudowy.

 

Książka Zbigniewa Bońka i Janusza Basałaja to absolutnie unikatowa szansa na zajrzenie za kulisy gry kadry, która w 1982 roku sięgnęła po trzecie miejsce w mistrzostwach świata. Mecz o brązowy medal z Francją nasi piłkarze rozgrywali mocno rozczarowani po wcześniejszej porażce w starciu z Włochami o finał. Dlaczego atmosfera daleka była od „bojowej”, a trener Piechniczek prosił Bońka o pomoc? Między innymi tego dowiedzieć można się dzięki książce.

 

Na temat książki "Zibi czyli Boniek" wyczerpującą recenzję przygotowała Joanna Kapica-Curzytek. Na łamach esensja.pl ukazał się tekst „Zibi czyli Boniek” jest nie tyle biografią, ile kroniką dokonań słynnego zawodnika na polu krajowej i światowej piłki nożnej.

 

Z recenzji dowiadujemy się, że w tej pozycji znajdziemy "kronikarski i bardzo drobiazgowy opis kariery zawodnika, przedstawiony w konsekwentnie zachowywanej kolejności chronologicznej. Czytamy o dzieciństwie i latach spędzonych w Zawiszy Bydgoszcz. Zapoznajemy się ze szczegółami przejścia piłkarza do Widzewa Łódź. W 1976 roku do meczów ligowych doszły także występy Bońka w reprezentacji narodowej, łącznie z mistrzostwami świata (w 1978, 1982 i 1986 roku). Po Mistrzostwach w Hiszpanii Zbigniew Boniek przeszedł do włoskiego klubu Juventus Turyn (łamiąc obowiązującą w PRL regułę, ze za granicę piłkarz może wyjechać po ukończeniu 30. roku życia), a swoją zawodniczą karierę zakończył w AS Roma. Nie pożegnał się ze światem piłki nożnej, zajmował się między innymi biznesem, a od 2012 roku pełni funkcję prezesa PZPN."

 

Autorka zaznacza, że "nie zawiodą się ci czytelnicy, którzy czekali na kompletne kompendium faktograficzne dokonań Zbigniewa Bońka. Opowieść o nich jest szczegółowa, skupia się głównie na konkretach: nazwiska, daty, wyniki, minuty punkty." i podkreśla, że autor książki (Roman Kołtoń) poświęcił książce kilka lat ciężkiej pracy oraz "doskonale wywiązał się z zadania, jakim było przeszukanie sportowych archiwów, wydobycie na światło dzienne i skompilowanie wszystkiego, co związane jest z postacią Zbigniewa Bońka. Obficie cytowane lub przytaczane w całości są archiwalne wywiady Zbigniewa Bońka oraz wypowiedzi na jego temat. Są recenzje jego występów, komentarze, felietony – z prasy polskiej i zagranicznej."

 

Joanna Kapica-Curzytek zauważa jednak, że "zbyt dużo tu dygresji i wątków pobocznych, by móc spomiędzy nich łatwo wyłuskać to wszystko, co dotyczy samego Zbigniewa Bońka. Nie do końca zachowane są proporcje: niejeden mecz, w którym zawodnik nie występował (lub wystąpił krótko) opisany został tak samo dokładnie jak te, w których brał udział. Nie wszystkie fakty są traktowane z równą uwagą. Na przykład, dowiemy się, kiedy i w jakich „okolicznościach meczowych” urodziła się córka Henryka Maculewicza – czego o żadnym z trójki dzieci Bońka nie przeczytamy. (Ogólnie rzecz biorąc, na temat życia rodzinnego i prywatności, chociażby pozapiłkarskich zainteresowań i aktywności głównego bohatera jest w książce dosłownie kilka akapitów).

 

Pozycja jest bardzo obszerna, liczy ponad 700 stron. Autor we wstępie wyznaje, że w pierwszej wersji miała ich ponad tysiąc… Jestem zdania, że „Zibi czyli Boniek” mogłaby z powodzeniem przejść jeszcze jedną redakcję, aby odsiać zwłaszcza te fragmenty, które niewiele wnoszą w przedstawienie ogólnego obrazu bohatera. Przykładem może być drobiazgowa historia służby wojskowej Pawła Janasa, a takich pobocznych wątków uzbierałoby się jeszcze trochę. Można więc dyskutować, czy dużo – jak w przypadku tej książki – zawsze znaczy dobrze. Cytowane archiwalne wywiady być może można było ująć w osobnych ramkach lub zapisać je inną czcionką, dzięki czemu obszerny tekst książki byłby bardziej komunikatywny. Stanowczo brakuje tutaj wizualnych przerywników, choć zdjęcia spełniają do pewnego stopnia taką rolę. Śródtytuły w rozdziałach na szczęście ułatwiają lekturę."

 

Obie pozycje różnią się też szczegółami wydawniczymi, takimi jak format czy rodzaj okładki.

 

"Mecze mojego życia" wydane są w twardej oprawie, format książki to 150 x 215 mm i liczyć będą 320 stron.

"Zibi, czyli Boniek" to pozycja w miękkiej oprawie, o formacie 155 × 235 mm, licząca 800 stron.

 

„Mecze mojego życia”, jak wyjaśnialiśmy już wcześniej, pozwalają nie tylko poznać karierę Zbigniewa Bońka, ale i poczuć atmosferę i klimat czasów, w których przychodziło mu rywalizować jako zawodnik, a następnie – jako trener i działacz. Odpowiadając na pytanie we wstępie: warto zajrzeć zarówno do tej książki, jak i „Zibi, czyli Boniek”, która pozwala z kolei poznać losy obecnego prezesa PZPN w jeszcze szerszy sposób.

 

Książkę „Mecze mojego życia” znajdziecie w księgarni internetowej labotiga.pl (LINK) w twardej oprawie i z unikalną zakładką w stylu retro, dodawaną gratis. Pozycja "Zibi, czyli Boniek" dostępna jest (TUTAJ), a cała recenzja książki "Zibi, czyli Boniek" od Joanny Kapicy-Curzytek dostępna jest na esensja.pl.

 

Skomentuj ten wpis

* Imię
* Email (nie publikowany)
* Komentarz
Przepisz kod