Newsletter

Zapisz się i odbierz rabat 5%

Email:

Brak produktów

150,00 zł Do darmowej dostawy brakuje:
Wartość produktów: 0,00 zł
Realizuj zamówienie

Produkt dodany do koszyka!

Ilość:
Razem:

Produktów w koszyku: 0. Jest 1 produkt w Twoim koszyku.

Wartość koszyka:
Do darmowej dostawy brakuje: 150,00 zł
Twój sport
Twoja pasja

Złóż zamówienie w ciągu

00

godz.

00

min.

00

sek.

a Twoja paczka zostanie wysłana

Dziś

21.10.2019

Leo Messi. Autoryzowana autobiografia: Była niedziela, 17 września 2000 roku...

Leo Messi. Autoryzowana autobiografia: Była niedziela, 17 września 2000 roku...

Była niedziela, 17 września 2000 roku... Czyli jak Messi opuścił Rosario w Argentynie i wylądował w Barcelonie. Fragment książki sportowej "Leo Messi. Autoryzowana autobiografia":

"Była niedziela, 17 września 2000 roku. Z lotniska Ezeiza udali się do Barcelony, o czym wiedzieli tylko ich najbliżsi oraz dyrektor szkoły. Mieli przed sobą dwudziestoczterogodzinną wyprawę.

„[Pierwsza podróż] minęła mi dobrze, ponieważ było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Nigdy wcześniej nie leciałem samolotem, nigdy nie odbyłem tak długiej drogi i wszystko to sprawiało mi wielką radość, przynajmniej do momentu, w którym samolotem zaczęło trochę trząść” (Leo Messi dla „Revista Barça”).

Wspomnienia czasem zawodzą. Tak naprawdę podczas tamtego lotu turbulencje zdarzyły się nie raz. Leo nie zjadł pierwszego z serwowanych posiłków – akurat spał rozciągnięty na trzech fotelach. Miał na sobie krótkie spodenki, z których wystawały krótkie chude nogi.

Zbierało mu się na mdłości, skręcało go w żołądku. Spał niespokojnie, było mu niedobrze. Wiele lat później bardzo często odczuwał podobne mdłości przed wyjściem na boisko, czasem zastanawiał się więc, czy nudności podczas tamtego lotu faktycznie miały związek tylko z turbulencjami.

W Barcelonie wylądowali w poniedziałek około południa. Był 18 września 2000 roku, siedem miesięcy wcześniej powstał materiał wideo prezentujący umiejętności Leo. Zdaniem jednych chłopak kreował się w tym filmie na drugiego Maradonę, według innych, bliższych mu osób, udowadniał tam, że ma wrodzony talent, dzięki któremu zostanie kiedyś wielkim piłkarzem, oczywiście jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. Ktoś dał Messiemu kilogram pomarańczy, ktoś inny przyniósł mu piłki tenisowe. Kazali mu ćwiczyć z nimi przez cały tydzień.

Siedem dni później powstał materiał, w którym Messi żongluje pomarańczą, podbijając ją 113 razy z rzędu. Z piłką tenisową poszło łatwiej: 140 podbić, czyli jueguitos, jak nazywają je w Argentynie. Gdzieś w pobliżu leżała piłeczka pingpongowa. „Dajcie ją Leo” – słychać w tle nagrania. 29 podbić. Mało komu udałoby się wykonać choćby trzy. Leo miał jednak wyraźną przewagę nad większością ludzi. Wynikała ona z tego, że codziennie dosłownie każdą chwilę spędzał z piłką. Pomiędzy meczami, w ich trakcie, w domu, na szkolnym boisku. Zawsze."


Fragment pochodzi z książki sportowej "Leo Messi. Autoryzowana autobiografia" dostępnej w naszej księgarni labotiga.pl. A jako czytelnik tego bloga, możesz kupić książkę z dodatkowym rabatem 5%. Wpisz w koszyku: MESSI5 i ciesz się sportową lekturą w wyjątkowej cenie dla prawdziwego konesera ;)

  

Skomentuj ten wpis

* Imię
* Email (nie publikowany)
* Komentarz
Przepisz kod

Proszę czekać...