Newsletter

Zapisz się i odbierz rabat 5%

Email:

Brak produktów

150,00 zł Do darmowej dostawy brakuje:
Wartość produktów: 0,00 zł
Realizuj zamówienie

Produkt dodany do koszyka!

Ilość:
Razem:

Produktów w koszyku: 0. Jest 1 produkt w Twoim koszyku.

Wartość koszyka:
Do darmowej dostawy brakuje: 150,00 zł
Twój sport
Twoja pasja

Złóż zamówienie w ciągu

00

dni

00

godz.

00

min.

00

sek.

a Twoja paczka zostanie wysłana

09.12.2019

'Maradona good, Pele better, George Best' - 14. rocznica śmierci piątego Beatlesa

'Maradona good, Pele better, George Best' - 14. rocznica śmierci piątego Beatlesa

Ilu jest graczy, którzy robili karierę w latach sześćdziesiątych, a pamięć o nich jest wciąż niezatarta wśród młodego pokolenia? Mam na myśli prawdziwą, ponadnarodową sławę, bo to oczywiste, że my pamiętać będziemy Kazimierza Deynę, a angielscy kibice z głowy wyrecytują jedenastkę, która sięgnęła w 1966 roku po mistrzostwo świata. Do powyższego opisu pasuje mi jedynie czworo piłkarzy: Pele, Eusebio, Cruyff i George Best.

Po latach osiągnięcia Irlandczyka nie wydają się nadzwyczajne. 137 bramek w 361 spotkaniach dla Manchesteru United, jedynie 9 goli w narodowych barwach. Tyle że Best miał coś, czego nie oddadzą żadne statystyki. Był czarodziejem pierwszej wody, za swoich czasów pod względem naturalnego talentu mógł być porównywany jedynie do Pele. Dodatkowo patrzeć na niego należy z szerszej perspektywy. Jako pierwszy poprowadził Manchester United do najważniejszego europejskiego trofeum, a dzięki specyficznej urodzie został ochrzczony jako piąty Beatles i przetarł szlaki jako pierwszy piłkarski celebryta na Wyspach.

Wraz z pieniędzmi i rozpoznawalnością zniknęła nieśmiałość chłopca z Belfastu. Jak wspomina w swej autobiografii sam zawodnik: „Na początku kariery ze względu na wrodzoną nieśmiałość i akcent z Belfastu miałem problemy z podrywaniem dziewczyn, bo nie potrafiłem do nich zagadać. Ale teraz byłem sławny, nieśmiałość nie stała mi na przeszkodzie, a mówić nie musiałem dużo, bo same rzucały mi się w objęcia”. Przez to Best sam sprowadzał na siebie kłopoty; sypiał z mężatkami, wybrał randkę z aktorką zamiast meczu z Chelsea, a także… zresztą, najlepiej ponownie oddać głos zainteresowanemu: „Mówią, że spałem z siedmioma Miss Świata. To nieprawda. Spałem z czterema, na spotkaniach z trzema pozostałymi się nie pojawiłem”.

We wszystkich aspektach życia towarzyszył mu alkohol. Jak wspomina, na początku pił jedynie, by nie odstawać od towarzystwa, ale skończyło się na najgorszym. Nałóg, który pogrążył też jego matkę i odpowiadał za rozpad dwóch małżeństw Besta, ostatecznie zabrał samego Irlandczyka. Nie pomogła transplantacja wątroby. Zmarł 25 listopada 2005 roku.

Wspominać takie osobistości nie jest łatwo, bo okazuje się, że często to postacie najbardziej kontrowersyjne mają największy wpływ na historię. „Gdybym urodził się brzydki, nigdy nie usłyszelibyście o Pele”. Być może. Otoczka pierwszej gwiazdy angielskiej ligi, kuszonej ogromnymi, jak na tamte czasy, kwotami, splendor, kobiety i alkohol przeważyły szalę nad talentem czystej wody. Mimo to do dziś w rodzimym Belfaście traktowany jest jak dobro narodowe, jego imieniem nazwane jest nawet miejscowe lotnisko.

Bo dla wielu pozostał po prostu najlepszy.

 

Autor wpisu: Paweł Paczocha

Skomentuj ten wpis

* Imię
* Email (nie publikowany)
* Komentarz
Przepisz kod

Proszę czekać...