Newsletter

Zapisz się i odbierz rabat 5%

Email:

Brak produktów

150,00 zł Do darmowej dostawy brakuje:
Wartość produktów: 0,00 zł
Realizuj zamówienie

Produkt dodany do koszyka!

Ilość:
Razem:

Produktów w koszyku: 0. Jest 1 produkt w Twoim koszyku.

Wartość koszyka:
Do darmowej dostawy brakuje: 150,00 zł
Twój sport
Twoja pasja

Złóż zamówienie w ciągu

00

godz.

00

min.

00

sek.

a Twoja paczka zostanie wysłana

Dziś

21.10.2019

Piotr Hercog: PRZYGODA 6. ATAK SZCZYTOWY. Pik Lenina

Piotr Hercog: PRZYGODA 6. ATAK SZCZYTOWY. Pik Lenina

PRZYGODA 6. ATAK SZCZYTOWY. Pik Lenina - czyli fragment książki sportowej "Piotr Hercog. Ultrabiografia"

"Gdy wysiadaliśmy na stacji w Andiżanie, zaczepił nas jakiś cywil. Chciał od nas dokumenty i paszporty. „A kto ty jesteś? Spadaj”, spuściliśmy go i poszliśmy, nie zdając sobie sprawy, że to będzie dla nas miało poważne konsekwencje. Przejechaliśmy 90 kilometrów do Oszu, gdzie po trzech dniach wynajęliśmy jakąś starą ciężarówkę, która wywiozła nas w góry. Jechaliśmy tymi kirgiskimi bezdrożami 12 godzin. Nie mieliśmy jakichś tam pozwoleń, więc w strefie przygranicznej negocjowaliśmy z gośćmi, żeby nas przepuścili i się jakoś udało. Wysadzili nas 12 kilometrów przed bazą w Ługowej Polanie, na wysokości 3800 metrów, więc jeszcze przez dwa dni wnosiliśmy tam nasze bagaże. Gdy dotarliśmy na miejsce, chłopaki zaczęli działać w górach, a ja, niepełnosprawny, miałem przez miesiąc tam siedzieć i ich wspierać. Ale mi się nudziło i tak nosiło, że nie mogłem spokojnie wysiedzieć.
 
I już po tygodniu zacząłem wchodzić o kulach na jakieś okoliczne, niezaśnieżone wierzchołki. No i jak dawałem radę, to wybrałem się do pierwszego obozu, na 4300 metrów. Teraz się idzie moreną boczną, ale wtedy to było około dziesięciu kilometrów lodowcem pełnym szczelin. Niektóre były wąskie, ale były też takie metrowe, jedne były płytkie, może pięciometrowe, ale były i takie głębokie na 20 czy 30 metrów. Ale znalazłem sobie świetny patent.
 
Jak dochodziłem do szczeliny, ściągałem sobie gumki z kul, potem wybijałem ze zdrowej nogi i przeskakiwałem. Moje kule, a miałem takie zwykłe białe, jakie dali mi w szpitalu, sprawdzały się też na podejściach. Wtedy dla odmiany nakładałem gumki i kryki zmieniały mi się w kijki, a przypominam, że to był 1994 rok i wtedy o nordic walking nikt jeszcze nie słyszał. Łaziłem tak i łaziłem, aż udało mi się dotrzeć do Skaworotki, czyli obozu drugiego, na wysokości 5200 metrów, a że nadal czułem się dobrze, to pod koniec pobytu pokuśtykałem jeszcze wyżej, do obozu trzeciego na Pik Razdielnaja (6148 metrów n.p.m.) i przez przełęcz, już na grani wyjściowej, wlazłem o tych kulach aż na 6400 metrów.
 
Kondycyjnie było dobrze, poza tym do góry szło mi się dość łatwo, więc myślałem już nawet o ataku na szczyt. Ale jednak rozsądek, którego jako osiemnastolatek nie miałem zbyt wiele, tym razem zwyciężył. Na sam szczyt szedłbym z sześć godzin i mogłoby się udać, ale chłopaki schodziły dość szybko, bo przecież miały zdrowe nogi, a u mnie trwałoby to wiele godzin, zdecydowanie za długo. I gdybym się zdecydował, to pewnie dziś nie miałbym okazji o tym opowiadać."
 

Fragment pochodzi z książki sportowej "Piotr Hercog. Ultrabiografia" dostępnej w naszej księgarni labotiga.pl. A jako czytelnik tego bloga, możesz kupić książkę z dodatkowym rabatem 5%. Wpisz w koszyku: BLOGHERCOG5 i ciesz się sportową lekturą w wyjątkowej cenie dla prawdziwego konesera ;)

  

Tekst przygotował: Szymon z labotiga.pl

Skomentuj ten wpis

* Imię
* Email (nie publikowany)
* Komentarz
Przepisz kod

Proszę czekać...